"Świat"  |  Tekst  |  Fotogaleria 1  |  Fotogaleria 2  |  Fotogaleria 3  |  Fotogaleria 4  |   Wystawy  |  Recenzje

 


 

 

   
 

Recenzje


 

Latarnik, 17-12-2002

Tomasz Drzazgowski
"Warsztaty w świecie zamkniętym"


Kiedy Piotrek pokazywał dzieciakom zdjęcia, które zrobiły, kiedy je wyświetlał na ścianie szkolnej klasy, oglądały je również mamy i jedna z nich powiedziała: Nie wiedziałam, że u nas jest tak pięknie.

Z tekstu Andrzeja Stasiuka

Były warsztaty fotograficzne dla dzieci z Jasionki i Krzywej w Beskidzie Niskim. Zrobił te warsztaty Piotr Janowski. Były aparaty, był cały worek filmów. Tymi aparatami i na tych filmach dzieci zrobiły 3000 zdjęć. Tyle razy rozlegał się w Krzywej i w Jasionce trzask migawki. Tyle dokonało się tam spotkań. Spotkań z rodzicami, ze znajomymi i z rodzeństwem. Spotkań z górami, niebem i ziemią. Spotkań z rzeczywistością – ale o tym za chwilę. Na razie jest Warszawa i chłodny piątkowy wieczór. Wernisaż wystawy powarsztatowej i prezentacja książki. Dzieci biegają pośród tłumu, chwalą się swoimi fotografiami na ścianach i piją sok. Czyli robią to wszystko, czym powinny zajmować się dzieci na oficjalnych imprezach. Zajęte sobą nie słyszą pewnie tego, co dorośli mówią nad ich zdjęciami. Może to i lepiej.

Świat jest dobry i piękny mówi pierwszy Głos do mikrofonu. Za chwilę z tego samego miejsca Głos drugi wspomina, że dzieci powinny częściej z Jasionki i Krzywej wyjeżdżać żeby zobaczyły coś więcej niż swój zamknięty świat. Na szczęście te właśnie dzieci, o których mowa bawią się lub lekko poziewują ze zmęczenia i mnóstwa wrażeń. W przeciwnym wypadku mogłyby zastanawiać się, dlaczego mają opuszczać swój świat, skoro jest taki dobry i piękny? A może jest wiele światów? Może to nie ich (zamknięty) świat jest dobry i piękny? Tylko ten (otwarty), do którego mają jechać, a którego obrazy widać w telewizji? Tylko jeśli ów świat jest tak piękny i dobry, to skąd na ekranie tyle krwi? Zdaję sobie sprawę, że to demagogia. Myślę jednak, że mniej szkodliwa niż powtarzanie klisz mających podobną wartość poznawczą jak opowiadane w niemieckiej telewizji dowcipy o Polakach-złodziejach. Świat – pole ciągłej walki Dobra i Zła, Prawdy i Kłamstwa, Światła i Ciemności – zasługuje na refleksję głębszą niż banał w rodzaju napisu spotykanego niegdyś na murach: świat jest piękny, tylko ludzie są do dupy. Jeszcze bardziej na taką refleksję zasługują dzieci, które niebawem będą musiały się ze światem zmierzyć – spróbować odcisnąć na nim piętno i zbudować w nim swój dom.

Oczywiste jest, że należy wyjeżdżać – chociażby po naukę lub po pracę. Przede wszystkim zaś po to – jak śpiewał Kazik Staszewski – by móc potem wrócić. Spojrzeć z dystansu na swoje miejsce i swoje życie. Z odległości widać lepiej. Ale na wszystko jest odpowiedni czas. Kiedy mówimy, że dzieci powinny jechać nad morze, żeby je zobaczyć, żeby odetchnąć powietrzem pełnym jodu, żeby poznać nowe miejsca i nowych ludzi – wszystko jest w porządku. Kłopoty zaczynają się, gdy spośród społeczności wydzielamy zamknięte, a te w podtekście wartościujemy niżej. Na jakiej bowiem podstawie jedne są lepsze niż inne? Marzenia można realizować i w Jasionce, i w Warszawie. Podobnie jak tkwić przed telewizorem. Nadmiar bodźców niekiedy skuteczniej tłumi aktywność niż ich niedobór. Dlatego ważne jest nie tyle nawoływanie by zobaczyć coś więcej niż swój zamknięty świat, lecz uczenie dokonywania świadomego wyboru; pokazywanie, że wybór w ogóle istnieje. Dlatego tak ważne jest to, co zrobił we wsiach Beskidu Niskiego Piotr Janowski; to, że nie czekał, aż dzieci wyjadą z zamkniętego świata, lecz do tego świata pojechał. I rozdał aparaty. Fotografia bowiem pozwala (a niekiedy nawet wymusza) spotkać rzeczywistość. I to na dwa sposoby. Po pierwsze, by zrobić zdjęcie, trzeba wyjść z domu, a przynajmniej oderwać wzrok od telewizora. Po drugie zaś, spojrzenie na własną rzeczywistość przez aparat (lub oglądanie jej na fotografiach) umożliwia dostrzeżenie tego, co na codzień umyka. Czego nie sposób zobaczyć, gdy jest się w tej rzeczywistości zanurzonym. W tym sensie Fotografia daje możliwość odbycia podróży bez wyjeżdżania; dostrzeżenia własnego świata w jego całości oraz tego, jak owa całość przenika każdy szczegół i w nim się przejawia. Takie doświadczenie daje poczucie zadomowienia i zakorzenienia – co nie tylko pozwala lepiej żyć w tym konkretnym miejscu, ale również daje siłę wówczas, gdy los każe wyjechać stamtąd na zawsze.

 

Copyright © by Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa, Wołowiec 2003